Zaczęłam od tablicy na Facebooku, ale tam aktualnością wpis jest bardzo krótko. Założyłam więc tablicę, na której aktualności zależą ode mnie. Są to głównie śmiesznostki - opisy zabawnych sytuacji, których byłam świadkiem lub uczestniczką i cytaty z książek.
Blog > Komentarze do wpisu

Kurs telemarketingu cz. 1

Podczas wakacji Dorka, Daniel, Stefan i ja odbyliśmy kurs telemarketingu. Prowadziliśmy telefoniczne rozmowy między sobą, w których odgrywaliśmy role telemarketerów i klientów na przemian. Jak łatwo się domyśleć, śmiesznostek pozostało mnóstwo. Przedstawię pojedyncze wypowiedzi oraz dialogi zabawne i bardzo zabawne.

"Chciałabym zaproponować panu płatki kukurydziane z czterech rodzajów zbóż".

Dorka: Proszę podać imię i nazwisko osoby, z którą będzie mógł skontaktować się nasz przedstawiciel handlowy.
Stefan: Niech dzwoni do Krzysia.
Dorka: Pan Krzysztof. A nazwisko?
Stefan: No, po prostu Krzysio. Łączyć się z Krzysiem.
Dorka: Ale nazwisko?
Stefan (swoim najbardziej radosnym i najbardziej poufałym tonem): Mówię, że Krzysio. Krzysio wszystkim się zajmie. Rozmawiać z Krzysiem. Krzysio wszystko załatwi.

- Czy rozmawiam ze sklepem spożywczym?
- Nie, rozmawia pan ze mną.

- Czy dodzwoniłem się do sklepu spożywczego?
- Nie, to sklep z ubraniami. Ale co pan sprzedaje?
- Płatki śniadaniowe, ale one, jak sądzę, pana nie zainteresują.
- Dlaczego nie? Proszę mi sprzedać. Ja sobie do domu kupię, a fakturę wystawimy na sklep.

Telefon do działu administracji. W rolach głównych Daniel i Dorotka:
- Dzień dobry - Zaczyna interesant konfidencjonalnym szeptem. - Proszę pani... Bo... Jest awaria. Bo... Bo... Żonę mam w łazience - pada wyznanie.
- Rozumiem - mówi Dorota, ale jej ton wskazuje, że nie rozumie niczego, czemu zresztą nie należy się dziwić.
- Tak - Szeptacz wyraźnie ucieszony ze zrozumienia po drugiej stronie brnie dalej. - Bo moja żona... Się tam kąpie już trzecią godzinę. Możecie zamknąć tę wodę tam? - W głosie wyraźnie słyszalne błaganie.
Następuje konsternacja, ale Dorka szybko się opanowuje.
- Proszę pana, ale my tutaj naprawiamy, a nie zamykamy - oznajmia profesjonalnym tonem.
- Ale proszę pani - woła szeptem szeptacz. - To grozi rozkładem pożycia - podkreśla każde słowo, ponieważ, jak powszechnie wiadomo, administracja powinna stać na straży trwałości małżeństw podlegających pod jej jurysdykcję. Nie doczekawszy się odpowiedzi, kontynuuje:
- Ja już, proszę pani, trzecią godzinę czekam na łazienkę. Nie mówię o tym, proszę pani, że śmierdzę, bo wróciłem z roboty. Nie mogę głośniej, bo żona usłyszy i mi piekło zrobi. Nie możecie wyłączyć wody na piętnaście minut? Ona wyjdzie, bo pomyśli, że jest jakaś awaria, a ja se potem wejdę.
Nasi polscy urzędnicy wcale nie są tacy źli, jak nam się wydaje i dlatego pani Dorota z administracji ustawiła się frontem do klienta:
- Dobrze, proszę pana. Wyłączymy wodę na piętnaście minut.
I tak oto cała ulica,a może nawet osiedle, pozostało bez dostępu do bieżącej wody, ale pożycie nie uległo rozkładowi.

A oto rozmowa między mną a moim bratem:
- Proszę pana, ja chciałam zgłosić awarię, że zatkałam makaronem odpływ w wannie - oznajmiam tonem informacyjnym.
- Odpływ - mówi Daniel, zapewne dla uzyskania odpowiedniej ilości czasu na wymyślenie odpowiedniego określenia do formularza.
- I wybija, proszę pana, pływa ten makaron po całej wannie - Naświetlam ogrom katastrofy.
- Rozumiem. Poproszę pani imię i nazwisko - Mówi pan z administracji opanowanym tonem, jakby powszechnym zwyczajem Polaków było obiadowanie w wannie.
Rozmowa toczy się gładko, ale do czasu...
- Poproszę adres.
- Tylko jest taka sprawa, że to nie jest mój adres, bo ja jestem opiekunką do dzieci. I ja nie wiem, czy ja mogę podać adres. Ale jak ten makaron tak pływa... - dodaję z wahaniem.
- W takim razie proszę o adres lokalu, w którym pływa makaron.
- Makaron to pływa w wannie.

Wcielam się w jąkającą się kobietę i dzwonię do Stefana:
- Dzieeeń dobry. Jeeest a...a...awaria.
- Co się stało?
- Bo mi się wo...woda leje.
- Czyli wyciek wody - Mówi Stefan, ponieważ właśnie taki punkt zaznacza w formularzu.
- Nie wy...wyciek, tylko mi się woda leje - oburzam się.
- A czy to woda zimna, czy ciepła? - pyta Stefan, bardzo się pilnując, żeby również nie zacząć się jąkać.
- Aja... Aja... się w tym nie kąpię, to nie... nie wiem, jaka to jest woda.
- Czy mogłaby pani włożyć tam rękę i sprawdzić? - Pyta Stefan.
- Ja... j...ja nie będę wkładała, bo tam jest sy...syfiasto.
- A ja jednak bardzo proszę o włożenie - Stefan walczy ze śmiechem, starając się równocześnie mówić tonem pana przedszkolanki, namawiającego Zuzię, żeby zjadła kleik.
- Al...ale ja nie będę wkładała.
- Dobrze, w takim razie odnotowałem, że jest wyciek.
- Nie wy...wyciek, tylko mi się woda leje.

Dorotka i Stefan:
- Proszę pana. ja się od czterdziestu minut próbuję do was dodzwonić - to jest raz. A dwa, że ciągle, cały czas leje mi się woda z kranu.
- Rozumiem, czyli następuje lanie się wody - mówi Stefan tonem uczonego.
- Ja nie wiem, co następuje, wiem, że się leje.
Rozmowa sobie płynie torem normalnym, jak ta, nie przymierzając, woda z kranu, aż do podawania numeru telefonu.
- Po co panu mój numer? Ja się próbuję dodzwonić, a wy nie odbieracie, kawkę sobie pijecie. To jest skandal.
- Numer jest potrzebny do tego, żeby w razie potrzeby...
- Potrzeby! Proszę pana, wie pan, ilu ja rzeczy potrzebuję? A ich nie mam.
Po chwili ciszy Stefan stara się sformułować wyjaśnienie inaczej:
- Numer jest konieczny do tego, żeby hydraulik zadzwonił do pani na wypadek jakiejś awarii.
- Awarię to ja mam - złości się interesantka, a jej słowom nie można odmówić słusznośći ani logiki.

Ja i Stefan:
- Chciałam zgłosić, że brakuje ciepłej wody.
- Czyli brak wody ciepłej?
- No, tak, wody ciepłej - przytakuję ze zdumieniem, bo dopiero telefon do administracji uświadomił mi, że może istnieć subtelna różnica między wodą ciepłą a ciepłą wodą. Następnym razem zastanówcie się, który kurek odkręcacie.

Stefan dzwoni do Daniela:
- Chciałbym poinformować, że nastąpił istotny wyciek na przestrzeń łazienkową - oznajmia z namaszczeniem interesant - Stefan. - Istotny, podkreślam, wyciek na przestrzeń łazienkową, który zaczyna już obejmować przestrzeń mieszkalną. Można zatem powiedzieć, że nastąpił istotny wyciek na przestrzeń mieszkalno-łazienkową.
- A skąd ten wyciek?
- Zdaje się, że z pralki, gdyż mam w niej kamień.
- Proszę pana, my nie naprawiamy pralek. Do tego musi pan wezwać mechanika albo hydraulika, który naprawi to prywatnie.
- Ale proszę pana, ja nie mam pieniędzy, ja jestem bezrobotny, ja już w zeszłym tygodniu zepsułem kran, a jak teraz pralkę, to żona mnie zabije i ja to muszę naprawić zanim ona wróci - Dostojeństwo z tonu zrozpaczonego interesanta ustępuje miejsca panice.
- Proszę pana, powtórzę, że naprawa pralek nie jest w zakresie usług świadczonych przez administrację.
- A gdybym ja to przeprowadził tak, wie pan, od zaplecza? - pyta nieśmiało interesant, by już po chwili zachwycić się prostotą własnego genialnego pomysłu. - Ja bym zapłacił waszemu hydraulikowi, a on by naprawił i wszyscy byliby zadowoleni.
- Niestety, nie ma takiej możliwości.
- Proszę pana, ja chciałem przypomnieć, że nastąpił istotny wyciek na przestrzeń mieszkalno-łazienkową!
I tak dalej, i tak dalej...

Tutaj warto jeszcze odnotować opis awarii o bardzo profesjonalnej treści: "zalewa go z góry" oraz pomysł, żeby przyjechał Sanepid i pobrał próbkę wody z kranu klienta, ponieważ dostrzega on banieczki z piany w tejże wodzie. Natomiast przy płatkach padło pytanie, czy mogą je jeść papugi, bo jeśli tak, to kierownik sklepu zoologicznego chętnie je zakupi. Wszystko to wymyślił Daniel.

niedziela, 02 lutego 2014, zawodniczka91

Polecane wpisy

  • Są śmiesznostki, jest zabawa

    Mama Asi rozsypała środek przeciwko mrówkom. - Szkoda mi tych mrówek, kiedy giną. Przecież one nie szkodzą celowo - mówi Asia. - Ale przecież muszę się ich pozb

  • Luty - może coś napiszę

    Ja naprawdę mam szczęście do dziwnych ludzi w tramwajach. Przystanek, drzwi się otwierają i wsiada starsza pani. Rozpoczyna podróż od energicznego tupania, jak

  • Kurs telemarketingu cz. 4

    Ankieta dotycząca szamponów przeprowadzana w imieniu firmy kosmetycznej: - Jakiego szamponu pan najchętniej używa? - pytam. - A jak często myje pan głowę? - Jak

  • Wygrałam lornetkę

    Wygrałam lornetkę w telefonie , za Bernadetką zaraz pogonię. Tyle nagród co rusz, choć w nic nie gram już. Nalegają bym uległa mamonie.

  • Sonko Fit. Opiekane płatki jaglane

    Skład: opiekane płatki jaglane Opakowanie: 200g Rodzaje: pełnoziarniste orkiszowe, pełnoziarniste żytnie, pełnoziarniste owsiane, kukurydzia

TrackBack
TrackBack URL wpisu: